Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso przedstawił w Brukseli strategię rozwoju gospodarczego UE. Główny cel to wyciągnięcie kontynentu z kryzysu. Główny problem to skuteczny sposób ...
wprowadzenia jej w życie.
„Strategia UE 2020" ma być lekiem na całe europejskiego zło. Ma wyciągnąć Europę z gospodarczej zapaści. Ma uczynić z niej najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata. Azja ma zostać daleko w tyle, a Ameryka ma poczuć oddech na plecach. Najpierw tylko Jose Manuel Barroso musi do niej przekonać 27 państw członkowskich Unii Europejskiej. Kompromis pewnie zostanie osiągnięty szybko. Bo równie szybko doszli do porozumienia europejscy politycy przyjmując poprzedni dokument - strategię lizbońską na lata 2000-2010. Dziś można powiedzieć, że prawie nic się nie udało. A założenia nowego planu 2020 brzmią dziwnie znajomo. Jednak, jak tłumaczy Barroso, obecna strategia ma mniej celów, za to mają być bardziej realistyczne. I dodaje, czasem mniej, znaczy więcej: „Jest coś, co musimy robić lepiej, bo tego wcześniej nie było. To koordynacja i wspólne, zgodne zarządzanie, do tego długookresowe cele. Tylko wtedy będziemy mieli klarowną europejską strategię". Barroso podkreśla, że dramatyczna sytuacja Grecji, to najlepszy argument za szybkim przyjęciem nowej strategii: „Debata, na temat tego, jak należy zareagować na grecki deficyt budżetowy, i jak wyrównać popyt w Unii Europejskiej, pokazuje aż nadto wyraźnie, że różnice między państwami członkowskimi bezpośrednio na nie wpływają. Nasze wzajemne zależności są dziś tak duże, jak jeszcze nigdy dotąd".
Więcej wzrostu, innowacji i pracy - tak w skrócie można określić unijne cele na to dziesięciolecie. Strategia ma pięć konkretnych punktów. Trzech z czterech Europejczyków w wieku od 20 do 64 lat, za 10 lat powinno mieć pracę. Zatrudnienie ma wzrosnąć z 69 do 75 procent. Każde państwo członkowskie ma przeznaczać na badania naukowe i rozwój 3 procent PKB. Dokładnie takie samo założenie miała strategia lizbońska. A dziś unijna średnia przeznaczanego PKB na innowacje wynosi 1,9 procent. Kolejny cel - liczba uczniów przerywających naukę ma zostać obniżona z 15 do 10 procent. Ma także wzrosnąć odsetek uczniów, którzy zdają maturę z obecnych 31 do 40 procent. Ten punkt kwestionują Niemcy. Mniej kontrowersyjna jest redukcja dwutlenku węgla do poziomu 20 procent, w porównaniu z normami z 1990 roku. Ponadto wszystkie kraje mają obniżyć zużycie energii, zastępując ropę i gaz, źródłami odnawialnymi. Priorytetem ma stać się także walka z biedą. Liczba osób zagrożonych skrajnym ubóstwem ma zostać obniżona o 25 procent. To za mało - mówi przewodniczący frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim, Niemiec, Martin Schulz: „To co jest w tym dokumencie na 2020 rok, co przedstawiła Komisja, częściowo nie ma szczególnej wiarygodności. Bo nie ma tam mowy o społecznych problemach w Unii Europejskiej, czy może to jest niewystarczające. Mamy co raz większą przepaść między biednymi i bogatymi, a także coraz więcej osób mierzy się z ubóstwem. I my musimy w Europie rozpocząć koordynację państwowych budżetów. To musi być bardzo przejrzysta konsolidacja, żeby pokonać to nadmierne zadłużenie. Ale pytanie teraz, kto zapłaci te długi?".
Komisja Europejska ma znacznie bardziej rygorystycznie kontrolować postęp wdrażania nowego planu, niż robiła to przy strategii lizbońskiej. Ale wciąż nie będzie miała prawa dyscyplinować krajów członkowskich przy pomocy sankcji, czy kar finansowych. A szkoda - mówi niemiecki deputowany do Parlamentu Europejskiego, polityk SPD, Udo Bullmann: „Można powiedzieć, że kraje członkowskie obiecują z nową strategią prowadzenie lepszej polityki. I jeżeli któreś z nich po roku zawiedzie, nie osiągnie odpowiednich wyników, w jakimś obszarze, nie tylko powinno się tego wstydzić, lecz będzie miało problemy, kiedy przyjdzie do podziału funduszy strukturalnych".
Nową strategię muszą teraz przyjąć szefowie państw i rządów. Będą nad nią obradować na zbliżającym się szczycie w Brukseli, pod koniec marca (25-26). Ostateczne decyzje mają zapaść na szczycie w czerwcu. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, choć ma wątpliwości, czy tym razem uda się zrealizować europejskie plany, to mówi, że trzeba zacząć jak najszybciej: „Wszyscy widzimy to, że musimy się skoncentrować na mniejszej ilości problemów, ale za to naprawdę razem je realizować. Wiarygodność - to najważniejsze zadanie, które stoi przed europejskim rządem gospodarczym". Europejski rząd gospodarczy - to postulat przede wszystkim Berlina i Paryża. Niemcy i Francja chcą być motorem wspólnego działania we Wspólnocie. Kanclerz Merkel uważa, że lepsza koordynacja jest kluczem do sukcesu nowej strategii: „My uważamy, że Unia Europejska musi lepiej współpracować i wyciągnąć z kryzysu odpowiednią lekcję. A to znaczy, po pierwsze, że jako przywódcy Unii rozumiemy potrzebę rządu gospodarczego 27 państw. Co wiąże się z lepszą koordynacją i silniejszą pozycją na zewnątrz".
Zastrzeżenia do Europy 2020 zgłasza Polska. Warszawa uważa, że w strategii za mało miejsca poświęcono polityce spójności, czyli wyrównywaniu różnic między biednymi i bogatymi regionami Wspólnoty. Strategia z pewnością wpłynie na unijny budżet na lata 2013-2020, a wtedy pieniądze przeznaczone na infrastrukturę, z których korzystają nowi członkowie Unii, mogą zostać przesunięte na badania i nowe technologie, w których specjalizuje się stara „piętnastka".
Marcin Antosiewicz /www.euranet.eu
|