Słowenia jako pierwszy kraj byłej Jugosławii wstąpiła do UE już w 2004. Później, w 2007 przyjęto Bułgarię i Rumunię. Stosunkowo dobrze rozwinięta gospodarczo Chorwacja wciąż puka do drzwi UE.
Skąd takie opóźnienia?
W Chorwacji trwała wojna, po wojnie pojawiło się wiele problemów związanych z powrotem uchodźców. Poza tym, pod rządami byłego prezydenta, Franjo Tuđmana (1990-99), struktury państwa nie były zbyt demokratyczne i wymagały reform. Z drugiej strony, trzeba jasno powiedzieć, że w porównaniu z innymi krajami, najwyższy czas, by Chorwacja dostała szansę wejścia do Unii.
Czy ma pan w głowie konkretne daty?
Pełne członkowstwo powinno rozpocząć się w 2012. Ostateczne negocjacje powinny potrwać do połowy 2010 roku. Po ich zakończeniu Parlament musi zaaprobować rezultat - przeanalizowanie wszystkich szczegółów może potrwać kilka miesięcy. Dlatego proces ratyfikacji będzie mógł się rozpocząć dopiero na początku 2011 roku. Mówimy o roku i trzech miesiącach, to bardzo krótki czas. Jednak wiele zależy od samej Chorwacji i jej chęci do podjęcia niezbędnych wysiłków.
W przyszłym tygodniu, prokurator generalny Serge Brammertz (Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii) skrytykuje najprawdopodobniej współpracę Chorwacji z Trybunałem na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Gdyby do tego doszło, Wielka Brytania, Holandia, Belgia i Finlandia zapowiedziały, że zablokują negocjacje akcesyjne Zagrzebia. Na czym polega problem i czy zagraża on przyszłości Chorwacji w UE?
Oczywiście jest to pewien problem. Jedyny konflikt toczy się wciąż w sprawie dokumentów dotyczących ostrzału artyleryjskiego miasteczka Knin. Dokumenty są potrzebne Trybunałowi w procesie byłego chorwackiego generała, Ante Gotoviny. Nie ma zgody, czy takie dokumenty w ogóle istniały, a jeśli tak, czy nie zostały zniszczone. W drugim przypadku, bardzo trudno będzie je dostarczyć.
Trzeba zrobić wszystko, by te dokumenty się odnalazły, bądź znalazły się dowody na to, że zostały zniszczone. To bardzo ważna kwestia, jednakże członkowstwo nie powinno się rozbijać o tą jedną dziedzinę współpracy, bowiem w innych dziedzinach Chorwacja właściwie współpracowała z Trybunałem w Hadze.
Czy myśli pan, że Chorwacja zdąży dostarczyć brakujące dokumenty?
Jeśli nie dostarczyli ich dotychczas, nie wydaje mi się, żeby znalazły się w ciągu najbliższych kilku dni. Byłby to również dowód, że były ukrywane i że w gruncie rzeczy takie dokumenty istnieją. W moim sprawozdaniu zawarłem propozycję, by eksperci policyjni spoza Chorwacji pomogli Chorwatom w poszukiwaniach tych dokumentów. Dałoby to oczywisty dowód intencji lub braku intencji współpracy.
Co jeszcze stoi na drodze Chorwacji do Unii?
Ogólnie tradycyjne reformy, łącznie z pewną reformą administracji, reorganizacja sądownictwa, prywatyzacja stoczni. Głównym problemem jest również walka z korupcją.
Z akcentem na korupcję na szczytach władzy...?
Zgadza się. Wystąpiły pewne pozytywne sygnały, kilka dymisji, paru posłów straciło immunitet. Ma to pokazać, że podchodzą poważnie do rzeczy. Niemniej, musimy cały czas monitorować postępy.
Czy spór graniczny ze Słowenią również uda się rozwiązać przed akcesją?
Taką mamy nadzieję. Teraz ważne jest, by obie strony zgodziły się, że zajmą się sprawą granicy bezpośrednio po podpisaniu traktatu akcesyjnego. Ta kwestia nie jest obecnie przedmiotem negocjacji. Parlament chorwacki ratyfikował porozumienie o arbitrażu przeważającą większością głosów i miejmy nadzieję, że podobnie będzie w Słowenii. Jeśli oba kraje podpiszą to porozumienie, zniknie przeszkoda do ratyfikacji traktatu akcesyjnego.
Minister spraw zagranicznych Serbii, Vuk Jeremić powiedział nam ostatnio, że chciałby widzieć Belgrad w Unii za pięć, siedem lat. Czy to realna perspektywa, by Chorwacja, Serbia i inne kraje bałkańskie w końcu weszły do UE w tym samym terminie?
Nie. Nie wyobrażam sobie tego i nie wydaje mi się to realne. Chorwacja musi jak najszybciej wejść do UE. Mam nadzieję, że Serbia również zrobi wszystko, by jak najszybciej stać się członkiem UE. Ale to są dwa różne "jak najszybciej". W pierwszym mamy wyraźną i ostrą perspektywę, w drugim wiele jeszcze pozostało do zrobienia.
źródło: PE