Róża Thun: "Rozebraliśmy mur ogromnym wysiłkiem dzięki naszej odwadze i wizji". "Nawet w areszcie byłam wolna", wspomina była opozycjonistka, działaczka Solidarności
, w wolnej Polsce oddana sprawie integracji europejskiej, dziś posłanka do Parlamentu Europejskiego z grupy Europejskiej Partii Ludowej, Róża Thun. Rozmawialiśmy z panią poseł o ciężkich czasach, dwóch dekadach przemian, o radości, nadziei i odpowiedzialności za świat, który nas otacza.
Nie lubi pani, gdy o wydarzeniach 1989 roku mówi się pod hasłem "upadku Muru Berlińskiego"?
"Upadek Muru Berlińskiego" jest w moim przekonaniu niezwykle ważnym i symbolicznym wydarzeniem niemiecko-niemieckim. Jednak Europę odmieniło tak naprawdę to, iż wspólnie, właśnie tutaj w Europie potrafiliśmy rozmontować Żelazną Kurtynę, która w tak koszmarny sposób rozdzielała nasz kontynent. Dla mnie czasowniki "runął", czy "upadł" wskazywałyby na naszą bierność, tymczasem mur wcale nie upadł - to myśmy go rozebrali ogromnym wysiłkiem, dzięki naszej odwadze i wizji po obu stronach tej żelaznej kurtyny.
Działała pani w Solidarności osobiście angażując się w przemiany przed 1989 rokiem...
Sam pan rozumie, że ja już jestem starszą kobietą, to było tak dawno, dawno temu... (śmiech). Zaangażowałam się w działania demokratyczne jako tak zwana dysydentka jeszcze w latach siedemdziesiątych, przed powstaniem Solidarności. Przyszła taka chwila w młodości, byłam wtedy jeszcze studentką, gdy wspólnie z przyjaciółmi zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co się wokół nas dzieje, że nie jesteśmy przedmiotami, ale podmiotami, że chcemy i możemy decydować o biegu zdarzeń. Uświadomiliśmy sobie, że możemy wpływać na otaczającą nas rzeczywistość, choć oczywiście nikt nie miał nadziei, że Europa zmieni się tak bardzo za życia zaledwie jednego pokolenia, i że Polska stanie się wolnym i demokratycznym krajem, członkiem Unii Europejskiej.
Ale przynajmniej, działając w grupach, które sprzeciwiały się komunistycznej dyktaturze byliśmy wolnymi ludźmi. Byliśmy normalni w tym kompletnie nienormalnym systemie politycznym - a to już był pewien luksus, nawet jeśli przyszło nam za niego zapłacić. Byłam rzeczniczką Studenckiego Komitetu Solidarności, organizacji studenckiej, która istniała jeszcze przed powstaniem Solidarności. Z takich właśnie kręgów wywodzi się poparcie dla związków zawodowych i większych ruchów, które później zyskały na znaczeniu.
Muszę powiedzieć, że choć były to bardzo ciężkie czasy, bez przerwy chodzili za nami esbecy i regularnie zamykano nas do aresztu, wspominam je bardzo dobrze. Byłam wolna nawet w areszcie, wiele zrozumiałam i wiele się nauczyłam, miałam wspaniałych przyjaciół, a dziś żyję w Europie, która spełniła i przerosła moje najśmielsze marzenia z tamtych lat. W dodatku mam ten luksus, że mogę przyznać, iż mam pewien, może bardzo skromny, wkład w te pozytywne przeobrażenia.
Co z perspektywy ostatnich dwudziestu lat panią cieszy, a co rozczarowuje?
Zawsze przychodzą pewne rozczarowania i zawsze są grupy ludzi, którym się nie udało. Przejście z zamkniętego świata do całkowicie otwartej gospodarki wolnorynkowej było olbrzymim wyzwaniem. Polska przechodzi ustawiczne zmiany. Przez ostatnie dwadzieścia lat zmieniło się wszystko, nie tylko w kraju, również w polityce zagranicznej. Wystarczy spojrzeć na mapę Europy - wszyscy sąsiedzi Polski są już inni: na wschodzie mieliśmy Związek Radziecki, którego już nie ma, na południu Czechosłowację, której już nie ma, NRD na zachodzie też już nie ma.
Niesamowite zmiany zaszły również w naszym prywatnym życiu. System socjalny w Polsce nie jest tak rozwinięty i wystarczająco zasobny, by zadbać o tych, którzy nie potrafili sobie poradzić ze zmianami. Dlatego niektórzy odczuwają frustrację. Ogólnie jednak Polakom daleko do frustracji. Również w sondażach jesteśmy zadowoleni ze swojego życia, z decyzji politycznych, jak wejście do Unii, mamy bardzo dobre wyniki gospodarcze, na razie najlepsze w całej Europie, pracujemy bardzo ciężko i widzimy pozytywne rezultaty naszej ciężkiej pracy.
Jakie mogłoby brzmieć pani przesłanie dla następnego pokolenia?
Żyjcie aktywnie, z zaangażowaniem. Gdy będziecie starsi, bardzo ważne będzie dla was, byście mogli spojrzeć w przeszłość i dostrzec, że zostawiliście po sobie w Europie trochę pozytywnych śladów. Starsze pokolenie zawsze powtarza: "za naszych czasów młodzież była lepsza". Nie cierpię tego słuchać; jeśli bylibyśmy lepsi, nie pozwolilibyśmy byli tak długo przetrwać tamtym systemom.
Nowe pokolenie jest nie tylko dobre, żyje też w błogosławionych czasach. Chciałabym, by mogli wstawać rano, by uśmiechali się do czasów, w których przyszło im żyć, czerpali z nich radość i czuli się za nie odpowiedzialni. Szczęśliwy bieg wydarzeń będzie trwał i nabierał tempa tylko dzięki ich pełnemu zaangażowaniu w otaczający świat: czy to w ich własnej gminie, szkole, parafii, na uniwersytecie, w regionie, w polityce krajowej i europejskiej. Życzę im, by się pobierali, mieli dzieci, żyli zwyczajnym, szczęśliwym życiem i żeby ten optymizm i odpowiedzialność przekazali następnemu pokoleniu.
ŹRÓDŁO: PE