Walijczycy mogą posługiwać się w kontaktach z Komisją Europejską swoim ojczystym językiem. Brytyjski rząd podpisał w tej sprawie umowę z komisją. Podpisane Porozumienie pozwala
obywatelom pisać listy do komisji i otrzymywać od niej odpowiedzi w języku walijskim.
Wales powiedział agencji Wales Online, że celem tego działania jest powzięcie praktycznych kroków, by uczynić unię bardziej otwartą i dostępną dla jej obywateli. Trwają starania, by podobne porozumienia zawrzeć z kolejnymi instytucjami UE.
Komisja podała w komunikacie, że obywatele Walii będą mogli od teraz komunikować się z nią za pośrednictwem certyfikowanych tłumaczy. Celem komisji jest zapewnienie, by wszyscy obywatele UE mogli komunikować się z komisją w swoim ojczystym języku, wszędzie tam gdzie tylko będzie to możliwe.
Służby translatorskie UE pochłaniają 1,1 mld euro czyli jeden procent rocznego budżetu unii. Komisarz ds. wielojęzyczności Leonard Orban określa tę sumę jako „koszty demokracji".
W związku z wczorajszą umową komisja będzie sama tłumaczyć dokumenty na walijski, „gdy tylko będzie to możliwe". Wiele z listów trafi jednak do stałego przedstawicielstwa Wielkiej Brytanii przy UE, które skieruje je do określonych służb tłumaczeniowych.
Koszty obliczane co roku na podstawie przetłumaczonych stron, pokryje brytyjski rząd. Podobne porozumienia zawarto od 2005 r. w kontekście języka baskijskiego, katalońskiego i galicyjskiego.
Premier Walii Rhodri Morgan pochwalił to posunięcie jako rozsądny krok w kierunku zwiększenia dostępności unii dla mniejszości. Jak stwierdził jest to praktyczny sposób zademonstrowania przez UE jej kulturalnej różnorodności.
Komisja Europejska nie jest pierwszą instytucją, która zgodziła się na stosowanie walijskiego w kontaktach z nią. Po raz pierwszy tłumaczenie na walijski pojawiło się na szczeblu unijnym w minionym listopadzie podczas spotkania ministrów kultury.
Od tego czasu Walijczycy mogą kontaktować się w Radą Europejską w swoim ojczystym języku.