Główna
Baza ©KFE
Dokumenty do pobrania
Akredytacja ©KFE
Certyfikowane szkolenia
ZGŁOŚ NEWS
KONTAKT
O Nas
Wydawca
Dzisiaj jest wtorek, 22 maja 2012,
PRESS NEWS
WYWIADY EKSPERCKIE
DOTACJE I PRAKTYKA
LEGISLACJA I WYTYCZNE
PUBLIKACJE I ARTYKUŁY
BRUKSELA NEWS
PRZEGLĄD REGIONALNY PL
ZAMÓWIENIA PUBLICZNE
KONFERENCJE
PRACA I STAŻE
WSPÓŁPRACA
CIEKAWOSTKI
NEWSLETTER
Nowości szkoleniowe
NOWELIZACJA USTAWY O ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NARUSZENIE DYSCYPLINY FINANSÓW PUBLICZNYCH.
(KFE/FP/03)
23/24.05.2012
Szkolenie ma na celu wskazanie praktycznych skutków nowelizacji ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych z 11 lutego 2012 r. Nowe przepisy zmieniają zakres podmiotowy odpowiedzialności dyscyplinarnej oraz katalog...
NIEPRAWIDŁOWOŚCI W FUNDUSZACH UNIJNYCH
(KFE/KP/06A)
Zawansowane warsztatowy dla służb księgowych administracji publicznej zaangażowanej we wdrażanie funduszy europejskich
Rozdanie uczniom laptopów to budowanie piętra bez fundamentu i parteru.
12 wrzesień 2011
Polskie szkoły i polscy nauczyciele nie są przygotowani do takiej rewolucji twierdzi Marcin Kempka, prezes wydawnictwa Librus zajmującego się m.in. dostarczaniem oprogramowania dla szkół i szkoleniami dla nauczycieli.
Przemysław Poznański: Rząd chciał rozdawać pierwszakom laptopy. Ostatecznie przełożył to na przyszły rok. Czy polskiej szkole grozi technologiczne zacofanie?
Marcin Kempka:
Na pewno nie z tego powodu. Moim zdaniem to dobrze, że wdrożenie tego programu zostało przełożone.
Dlaczego?
- W obecnym kształcie pieniądze na laptopy nie zostałyby wydane w sposób efektywny. Rozdanie laptopów kolejnym rocznikom dzieci to budowanie piętra bez parteru i fundamentów. A fundament to jest infrastruktura w szkole, przez którą rozumiem m.in. doprowadzenie do szkoły internetu i rozprowadzenie go siecią bezprzewodową.
Rząd twierdzi, że w szkołach jest internet.
- Większość szkół w Polsce ma internet. Najczęściej bezprzewodowy. Tyle że router znajduje się w sekretariacie lub sali komputerowej, ale nie oznacza to, że zasięgiem pokryte jest przynajmniej 50-60 proc. szkoły, a tylko takie pokrycie pozwala szkole układać plan lekcji tak, by laptopy można było wykorzystać na innych lekcjach niż zajęcia w sali komputerowej. Bo przecież w programie ministerstwa chodziło o to, aby z użyciem komputera przeprowadzać zajęcia z geografii, matematyki czy języka polskiego. Tymczasem nie da się pracować przy obecnych sieciach na kilkuset komputerach naraz.
Problem polega na tym, że aby pokryć internetem więcej klas, potrzeba pieniędzy, a o tym w programie rządowym się nie mówiło. Tymczasem to spory koszt dla samorządów, które mogą nie mieć na to środków.
To fundament, a parter?
- Personel. W szkołach nie ma osób, które instalowałyby oprogramowanie, administrowały siecią, nie ma osób, które są w stanie zdiagnozować, dlaczego komputer nie działa. Najczęściej robią to nauczyciele informatyki, ale wykonują te pracę hobbystycznie lub na prośbę dyrektora. To jednak nie jest ich zadanie, a poza tym często nie mają odpowiednich kwalifikacji. Niektóre gminy wypłacają nauczycielom dodatki za tę pracę. W niektórych wynajmuje się firmy zewnętrzne, ale decyduje się na to mała część samorządów. Podobnie jak w przypadku gmin, które zdobyły na to pieniądze unijne. Znacząca większość szkół jest zdana na dobrą wolę i umiejętności nauczycieli informatyki.
A zatem, kiedy będziemy gotowi do wdrożenia programu "Laptopy dla szkół"?
- Zadajmy sobie pytanie, czy to w ogóle ma teraz sens! Przecież w większości gospodarstw domowych komputer już jest i dzieciaki potrafią go obsługiwać. Sens rozdania laptopów wszystkim jest więc znikomy.
Muszę bronić pomysłu rządowego - komputer w sali lekcyjnej to nie to samo, co komputer w domu. W klasie będzie służyć nauce.
- Ale to nie znaczy, że trzeba wszystkim rozdać laptopy. Moim zdaniem powinniśmy dać na początek każdej szkole np. po 30 laptopów. I sprawdzić, czy nauczyciele będą w stanie to nowoczesne narzędzie wykorzystać. Jeżeli się okaże, że szkoły robią z tej technologii dobry użytek, można program rozszerzyć. Często jednak nauczyciele nie są przygotowani do prowadzenia zajęć z komputerem. Sam widziałem szkoły - i to m.in. w Warszawie - które kupiły tzw. tablice interaktywne i nie rozpakowały ich przez dwa lata. Obawiam się, że hurtowe rzucenie do szkół komputerów skończy się tak samo - uczniowie będą ich używać do zajęć pozalekcyjnych, czyli - mówiąc wprost - do grania.
Częścią rządowego programu miało być też przygotowanie nauczycieli.
- Nauczyciele dzielą się na takich, którzy z tego typu szkoleń korzystają, i na takich, którzy pójdą na szkolenie, bo będą musieli. Dlatego takie monitorowanie stopnia i celu wykorzystania komputerów jest niezbędne. Jednak przygotowanie nauczycieli to nie wszystko. Jest jeszcze kwestia oprogramowania. Nie wszystkie popularne na rynku podręczniki mają opracowaną wersję dostosowaną do zajęć z komputerem. Rynek e-podręczników będzie się szybko rozwijał i pewnie w ciągu roku, może trzech lat sytuacja zmieni się radykalnie. Wydawcy widzą przecież, że świat się zmienia i nie uda im się na dłuższą metę utrzymać bezwzględnej dominacji papieru.
A zatem wprowadzenie laptopów do szkół ma sens za rok, może za trzy lata?
- Tak. Ten czas poświęciłbym właśnie na zbudowanie fundamentów. I na zmianę myślenia o informatyzowaniu szkół. Widziałem szkoły, w które - dzięki środkom unijnym - wpompowano technologię, oprogramowanie, ale po dwóch latach, gdy okres finansowania się skończył, wszystko to odstawiono w kąt.
Dlaczego tak się dzieje?
- Informatyzację polskiej edukacji można podzielić na dwa rodzaje. Pierwszą przeprowadzają same szkoły, które unowocześniają się także dzięki pieniądzom od rodziców czy sponsorów. Druga część to projekty gminne, miejskie, najczęściej za środki unijne. Pierwsza część całkiem dobrze się rozwija - szkoły potrafiły zdobyć pieniądze i dbają o to, co już osiągnęły, rozwijają się ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. W przypadku projektów samorządowych realizowanych za pieniądze unijne często zarządzanie i kompetencja w tworzeniu tych projektów pozostawia wiele do życzenia. W tej chwili w kilku miastach są realizowane projekty pisane wiele lat temu. W założeniach przewidywały technologię, która dziś jest już przestarzała. Trzeba pamiętać, że weszliśmy właśnie w dobę cloud computingu (oprogramowanie znajduje się na zewnętrznych serwerach umiejscowionych nierzadko w najodleglejszych częściach świata), która pozwala na mocne obniżanie kosztów, bo nie trzeba utrzymywać własnych serwerów i personelu. A samorządy właśnie wdrażają projekty, w których 60 szkół buduje 60 serwerowni, a potem zastanawiają się, z czego je utrzymywać po okresie wygaśnięcia projektu. Dlatego projekty upadają. Nie ma pieniędzy nie tylko na utrzymanie własnych serwerów, ale też na przedłużenie licencji na oprogramowanie (to może być koszt 5-6 tys. zł rocznie, co dla szkół stanowi kolosalną kwotę) czy na serwis urządzeń. Muszę przyznać, że jestem zwolennikiem decentralizacji działań. W grupie 100 szkół jest 100 różnych zestawów potrzeb, których wspólny projekt nie spełni. Wdrożenie 100 różnych rozwiązań jest oczywiście droższe, ale daje nieporównywalnie lepsze efekty.
Jak w ogóle wygląda stan informatyzacji polskich szkół A.D. 2011?
- Dyrektorzy zaczęli zauważać, że pieniądz podąża za uczniem (szkoły dostają dotacje z samorządów, uzależnione od liczby uczniów) i jeśli uczniowie do nich nie przyjdą, to będą mieli mniej pieniędzy. Więc przekonują do siebie uczniów i rodziców, dlatego między innymi wdrażają nowoczesne rozwiązania. Trudno powiedzieć, ile szkół używa tablic interaktywnych (ekrany dotykowe, m.in. wyświetlające multimedia lub pozwalające na rozwiązywanie przez ucznia zadań w taki sposób, jak robi to przy zwykłej tablicy). Są wojewódzkie projekty wspierające zakup tablic, ale z pewnością wciąż nie jest to skala porażająca.
A e-dziennik?
- Dzięki niemu rodzice mają stały wgląd w postępy dziecka, ale służy też do zarządzania szkołą, monitorowania relacji rodzic - nauczyciel, do przygotowywania oraz wysyłania sprawozdań do kuratorium. Oczywiście nie każda szkoła potrzebuje tego rozwiązania. Najwięcej korzyści daje to szkołom dużym i szkołom gimnazjalnym. Szacuję, że taki e-dziennik ma dziś 2,5-3 tys. szkół - to mniej niż 10 proc. placówek (mówię o szkołach, gdzie to faktycznie działa, a nie o tych, które kupiły rozwiązanie, a teraz obrasta kurzem). Co ciekawe, jest sporo szkół, które używają jednocześnie e-dziennika i dziennika papierowego. Korzystając tylko z e-dziennika, działa zaledwie 250 szkół.
Źródło:
Gazeta Wyborcza 12.09.2011
Informacje zamieszczone w serwisie pochodzą z oficjalnych źródeł ich dalsze rozpowszechnianie dozwolone z podaniem źródła pierwotnego i linku do serwisu
eurofundsNEWS.pl
Ta opcja nie działa poprawnie. Niestety Twoja przeglądarka nie obsługuje ramek typu iFrame.
Start
|
Ustaw stronę jako startową
|
O Nas
|
Wizyty Studyjne
|
Reklama
|
Mapa strony
|
Kontakt
© Instytut Konsultantów Europejskich (European Advisors Institute)