|
"Niestety" za opóźnienia urzędników mają płacić wszyscy obywatele |
|
22 marzec 2011
|
Chodzi o dyrektywy w dziedzinie zamówień publicznych (2004/17/WE i 2004/18/WE), które Polska wdrożyła z 3 letnim opóźnieniem dopiero w 2008 r., w wyniku czego...
ponad 120 projektów unijnych jest zagrożonych karami finansowymi za naruszenie procedur przetargowych. MRR chce, aby ewentualne sankcje obciążyły budżet państwa, a nie beneficjentów. - Na dzień dzisiejszy mamy 123 projekty, w których wykryto naruszenia procedur przetargowych. Spośród nich 96 to projekty realizowane przez jednostki samorządu terytorialnego - powiedział Serwisowi Samorządowemu PAP Waldemar Sługocki, wiceminister rozwoju regionalnego. Stwierdzone naruszenia mają charakter niezawiniony przez beneficjentów. - Wszystkie te projekty zostały zrealizowane zgodnie z polskim prawem, które niestety nie było dostosowane do dyrektywy europejskiej - wyjaśnia Sługocki.
Chodzi o dwie dyrektywy w dziedzinie zamówień publicznych (2004/17/WE i 2004/18/WE), które Polska wdrożyła dopiero w 2008 r., a więc z trzyletnim opóźnieniem. W efekcie stosujący się do polskich przepisów beneficjenci mimowolnie naruszali wymogi unijne.
Na liście zagrożonych znalazły się m.in. projekt przebudowy ulicy Marszałka Focha w Bydgoszczy o wartości 18,4 mln zł oraz inwestycja powiatu raciborskiego „Utworzenie Centrum Dziedzictwa Kulturowego Bramy Morawskiej na Zamku Piastowskim w Raciborzu" o wartości 23,6 mln zł. Adam Hajduk, starosta raciborski ze spokojem czeka na rozwój wypadków. - Nie my jesteśmy winni tych naruszeń, ale polski rząd, który nie dostosował na czas dyrektywy o zamówieniach publicznych. My stosowaliśmy obowiązujące przepisy - zapewnia starosta. W przypadku nałożenia kary przez Komisję Europejską Hajduk zapowiada walkę przed sądem. - Jestem pewien, że wszystkie organy przyznają nam rację - podkreśla. Korekta jaką wyliczono powiatowi za naruszenie procedur przy realizacji projektu wynosi 120 tys. zł.
Sługocki zapewnia, że MRR chce uniknąć obciążania beneficjentów tego typu karami. - Skierowaliśmy pismo do ministra finansów z prośbą o rozwiązanie problemu w sposób systemowy, poprzez wygenerowanie w budżecie środków na te wszystkie projekty, które zostały zrealizowane zgodnie z polskim prawem, które niestety nie było dostosowane do dyrektywy europejskiej - tłumaczy wiceminister.
Słowo ‘niestety" w wypowiedzi przedstawiciela MRR pojawia się kilkakrotnie i odgrywa tutaj zasadnicza rolę. Bo z jakiej racji za błedy czy opóźnienia urzędników maja płacić wszyscy obywatele? Porzekadło „że nie znajomość prawa szkodzi" nie może zwalniać Beneficjentów od prawa obowiązującego, a tutaj mamy nadrzędność prawa wspólnotowego nad krajowym. Beneficjent zawsze powinien zdawać sobie sprawę jakie prawo obowiązuje. I jeżeli prawo krajowe jest sprzeczne lub w tym przypadku niedostosowane do obowiązującego w UE to pierwszeństwo ma prawo wspólnotowe - podkreślają Eksperci KFE. Nie chcemy przesadzać sprawy, ale problem jest i przed komisja nie będzie tłumaczenia. Sprawa wydaje się przegrana, to co pozostaje Beneficjentom to pozwanie Państwa Polskiego i żądanie odszkodowania, a w przypadku przegranej, niestety i tak zapłacą wszyscy obywatele.
Sługocki podkreśla jednocześnie, że stwierdzone przez Komisję Europejską naruszenia i ewentualne korekty finansowe nie spowodują utraty przez Polskę funduszy unijnych. - Transfer środków z budżetu UE jest stały i się nie zmniejsza. Może to nastąpić tylko w tym danym projekcie, w którym doszło do naruszeń procedur - dodaje.
Źródło: samorzad.pap.pl/eurofunds.org 21.03.2011
|