Podjęli ją ministrowie spraw zagranicznych 27 krajów na spotkaniu w Brukseli. Wcześniej porozumienie wynegocjowali europosłowie z przedstawicielami państw członkowskich.
Korpus dyplomatyczny ma zapewnić Unii Europejskiej spójność i zagwarantować jednolite stanowisko w polityce zagranicznej.
Teraz szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton będzie mogła podjąć pierwsze decyzje personalne dotyczące najwyższych stanowisk i zrobi to zapewne po przerwie wakacyjnej. Chodzi o sekretarza generalnego, który stanie na czele korpusu i jego zastępców. Na jedno z tych stanowisk typowany jest minister do spraw europejskich Mikołaj Dowgielewicz.
Szef polskiej dyplomacji nie chciał jednak mówić o jego szansach. „W takich sprawach mowa jest srebrem, a milczenie złotem" - powiedział Radosław Sikorski. Natomiast jeszcze w tym tygodniu Catherine Ashton powinna ogłosić nazwiska ambasadorów 30.unijnych placówek w świecie.
Polskie Radio informowało, że nasz kraj ma szansę dostać dwa z tych stanowisk - w Seulu i Bejrucie, choć minister Sikorski tych informacji nie chciał oficjalnie potwierdzić. „Zachowajmy cierpliwość, zaufajmy, mamy dobrych kandydatów. Pamiętajmy też, że to są początki tego procesu, że placówki, które nas najbardziej interesują, nie są w tym roku obsadzane" - mówił Radosław Sikorski. A placówki szczególnie Polskę interesujące są głównie na Wschodzie - to Moskwa, Kijów, a także Mińsk.
Równość dla wszystkich
Przy naborze do korpusu dyplomatycznego ma obowiązywać zasada równowagi geograficznej, co wynegocjował Parlament Europejski wraz z unijnymi rządami. Nowi dyplomaci mają być zatrudniani na podstawie kwalifikacji, ale przy zachowaniu odpowiedniej, sprawiedliwej reprezentacji wszystkich państw. Chodzi o to, by w korpusie dyplomatycznym nie dominowała wybrana grupa krajów. Za 3 lata będzie przeprowadzony przegląd wszystkich stanowisk - tych w centrali korpusu, czyli w Brukseli i na placówkach zagranicznych w świecie. Jeśli okaże się, że równowaga geograficzna jest zachwiana, wtedy konieczne będą dodatkowe decyzje, by poprawić sytuację. O tym, jakie mogą to być decyzje, mówi przyjęta zapis zaproponowany przez europosła Jacka Saryusz-Wolskiego.
W porozumieniu wprawdzie nie padają słowa o zagwarantowaniu limitów narodowych, ale jest odniesienie do regulacji sprzed sześciu lat, kiedy nowe kraje Wspólnoty otrzymały w Komisji Europejskiej pulę stanowisk do obsadzenia.
Beata Płomecka, Bruksela | Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)
|