Polska zachęca naukowców unijnymi pieniędzmi. do tworzenia spółek. Ale sporo trzeba się tu jeszcze nauczyć.
Chociaż nasz kraj słabo wypada w statystykach...
dotyczących udziału nauki w biznesie, dzięki unijnym funduszom staje się coraz bardziej atrakcyjny. Nawet dla obcokrajowców.
- Mamy grupę brytyjskich naukowców, którzy chcą rozpocząć działalność w Polsce i skorzystać z pieniędzy naszego funduszu seed capital (JCI Venture). Ponadto dostajemy zapytania z zagranicy od innych naukowców, którym uniwersytety nie chcą umożliwić komercjalizacji ich badań. Jesteśmy otwarci na propozycje współpracy pod warunkiem, że spółki zostaną powołane i będą działały w Polsce - mówi Paweł Błachno, prezes Jagiellońskiego Centrum Innowacji (JCI).
- Mamy w EIT+ trzy przypadki, w których Polacy wymyślili coś za granicą i przyjechali do kraju, by to komercjalizować, bo chcą, bo jest tu taniej, bo są unijne pieniądze - wymienia Mirosław Miller, szef Wrocławskiego Centrum Badań.
Przewaga publiczna
Polska naukowym Eldorado? Niestety, jest kilka "ale". Granty częściej dostają uczelnie niż prywatne spółki.
- Urzędnikom łatwiej rozstać się z pieniędzmi, jeśli trafiają one do uczelni, nawet jeśli zostaną przeznaczone na badania, które niekoniecznie zakończą się komercjalizacją. Trudniej jest przekazać je prywatnej firmie i za unijne pieniądze wzmacniać jej pozycję konkurencyjną - uważa Mariusz Tomaka, szef polskiego oddziału komputerowej firmy DisplayLink.
Częściej też pieniądze idą na budynki niż na konkretne projekty. Takie doświadczenia ma jedyny niepubliczny park technologiczny w Polsce: Nickel Technology Park Poznań. Dwukrotnie nie udało mu się zdobyć unijnego dofinansowania na projekty spółek spin off. Powodzeniem zakończyły się natomiast starania o fundusze na rozbudowę laboratoriów.
Witaj w urzędzie
Wydawanie unijnych pieniędzy wiąże się z biurokracją i - niekiedy - zaskakującymi wymaganiami.
- W rezultacie coś, co można normalnie zrobić w parę dni, trwa tygodniami - twierdzi Paweł Błachno.
Jednym z przykładów jest obowiązek wyceny aportu małych wartości spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.
- Zakończyliśmy długie negocjacje i ustaliliśmy z innowatorem wartość wnoszonego aportu oraz strukturę udziałową nowej spółki. Tymczasem przed powołaniem spółki wymaga się od nas dostarczenia wyceny certyfikowanego specjalisty. A przecież powszechne pojęcie wartości mówi, że coś jest warte tyle, ile druga strona chce zapłacić - stwierdza szef JCI.
Inny problem: JCI Venture, spółka, która zdobyła unijne fundusze (działanie 3.1. POIG) na tworzenie inno- wacyjnych spółek, nie mo- że stworzyć spółki spin off z Uniwersytetem Jagiellońskim. W powoływanej spółce spin off obowiązkowo nale-ży uwzględnić 50 proc. wkładu prywatnego. Tymczasem i wkład uczelni (np. patent), i wkład JCI Venture traktowane są jako pieniądze publiczne.
Uczą się
Sporo jednak zmienia się na lepsze.
- Chociażby ostatnia decyzja Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, dzięki której w ramach programu 3.1 POIG mamy dużo większą swobodę w wyborze usługodawcy do 14 tys. EUR. Wcześniej musieliśmy ogłaszać konkurs, mieć obowiązkowo trzy oferty. Było to niekiedy bardzo trudne, bo niełatwo było znaleźć choćby jednego specjalistę zdolnego ocenić wartość unikalnej technologii - opowiada Paweł Błachno.
Puls Biznesu - Małgorzata Grzegorczyk
|