Polska od lat zajmuje dalekie pozycje w rankingach innowacyjności. Rozwiązania, które mają ją wspierać, są mało atrakcyjne. W dodatku mało które przedsiębiorstwo...
wykorzystuje dostępne możliwości. Jak podaje Deloitte, w Polsce wnioski o zwolnienia podatkowe w ramach ulgi na nowe technologie w latach 2006-07 złożyło 117 firm, w 2007-08 - 11. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii 6760 i 7670, a w Portugalii - 424 i 424. - Ten ostatni kraj zachęcił wielu inwestorów, żeby go wybrali dzięki taniej sile roboczej. Teraz zachęca mechanizmami pozwalającymi na zbudowanie stałej strategii firmy - mówi Michał Turczyk z Deloitte.
Jego zdaniem fundusze unijne pomogły Polsce stać się zieloną wyspą. Tylko że nie można dać się zdominować tym sukcesem. A znacznie mniejsze środki z funduszy UE w najbliższych latach, w stosunku do krajów sąsiednich, powinny już teraz skłonić do szukania wsparcia w mechanizmach fiskalnych.
Polska, która podobnie jak Portugalia przyciągała tanią siłą roboczą, powinna poszukać sposobu na to, żeby związać firmy z naszym krajem. Tym bardziej że obecnie nie jest dużym problemem przeniesienie produkcji z jednego kraju do drugiego. A inwestorzy bardzo dużą wagę przywiązują do tego, jak kraje wspierają konkurencyjność i innowacje. - Panuje wrażenie, że Polska wykorzystała środki, a nic nie proponuje od siebie - dodaje Turczyk.
Deloitte ostrzega, że jeśli rozwiązania wspierające nowe technologie nie zostaną usprawnione, w kolejnych latach, nasz kraj może stać się dużo mniej konkurencyjny od sąsiadów z regionu.
W końcu, jak podaje OECD, Polska oferuje jeden z najniższych poziomów korzyści podatkowych na jednego dolara zainwestowanego w badanie i rozwój. Przykładowo podczas gdy w Polsce za jednego wydanego dolara przez duże przedsiębiorstwo może uzyskać 0,01 dolara, to w Hiszpanii - 0,35.
Obecnie, jak zauważa Deloitte, nasze firmy nie korzystają z dostępnych możliwości przekonane, że będą mieć problem z udowodnieniem innowacyjności działań. Zresztą uzyskanie ulgi na nowe technologie obwarowane jest licznymi wymogami formalnymi. Należy m.in. spełnić definicję "nowej technologii" w rozumieniu ustawy o podatku CIT, uzyskać potwierdzenie innowacyjnego charakteru inwestycji przez niezależną jednostkę naukową. W dodatku nie można łączyć ulgi z działalności na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Zdaniem ekspertów Deloitte ulga ma też szereg wad konstrukcyjnych, m.in. nie obejmuje prowadzonej bezpośrednio przez podmiot gospodarczy działalności innowacyjno-wynalazczej. Tym sposobem preferowani są nabywcy nowych technologii, a nie wytwórcy.
- Ale i tak warto korzystać z tej ulgi - przekonuje Ernest Frankowski z Deloitte.
Choć na razie jej konstrukcja powoduje, że zwolnienia podatkowe wykorzystywane są przede wszystkim na wspieranie i tworzenie systemów informatycznych.
Poza tym, choć przedsiębiorca ma możliwość odliczenia od podstawy opodatkowania do 50 proc. wydatków związanych z nabyciem nowej technologii, to część wydatków zazwyczaj "wypada".
Eksperci Deloitte przekonują, że w Polsce można zastosować cały szereg działań, które sprawdziły się w innych krajach, np. zwiększenie wysokości możliwego odliczenia od podstawy opodatkowania, włączenie do katalogu kosztów kwalifikowanych do odliczenia również tych poniesionych na badania własne. - Stworzenie zachęt podatkowych promujących i stymulujących podejmowanie działań badawczo-rozwojowych znacząco przyczyni się do wzrostu innowacyjności zarówno w skali przedsiębiorstw, jak i makro całej gospodarki - mówi Turczyk.
GAZETA WYBORCZA
|