Marek Belka został wybrany na nowego szefa Narodowego Banku Polskiego. Głosowała za nim bezwzględna większość posłów. Nowy prezes banku centralnego uważa, że w NBP...
nie potrzeba rewolucji, do euro musimy być dobrze przygotowani, a interwencje walutowe można przeprowadzać tylko w nadzwyczajnych okolicznościach. Za Belką zagłosowało 253 posłów z Platformy Obywatelskiej i Lewicy. Przeciwko kandydaturze było 184 posłów.
Formalnie obejmie on fotel po zmarłym w smoleńskiej katastrofie Sławomirze Skrzypku po zaprzysiężeniu. Może się ono odbyć jeszcze na trwającym do jutra posiedzeniu Sejmu.
Sejm dziś przyjął przed godziną 17. propozycję uzupełnienia posiedzenia o głosowanie nad kandydaturą Marka Belki. Większość posłów poparła tę propozycję. Do ostatniej chwili ważyły się głosy posłów SLD. Do wczoraj krytykowali oni pełniącego obowiązki prezydenta marszałka Bronisława Komorowskiego za dążenie do wyboru prezesa NBP tuż przed wyborami prezydenckimi. Dziś jednak Grzegorz Napieralski na posiedzeniu klubu SLD zarekomendował poparcie Belki.
Na posiedzeniu Sejmu przeciw Belce zagłosowali posłowie PSL i PiS. Szef PSL, wicepremier i kandydat na prezydenta Waldemar Pawlak do ostatniej chwili ostro krytykował osobę Belki, mówiąc, że nie jest on osobą niekontrowersyjną i zarzucał mu, że jako szef banku centralnego będzie trzymał z obcym kapitałem.
Klub PiS też nie zgadzał się, aby dziś powoływać prezesa NBP. Posłanka Beata Szydło z PiS podczas debaty poświęconej kandydaturze prof. Marka Belki na stanowisko prezesa banku centralnego mówiła, że to nie ten czas, kiedy powinny być podejmowane tak zasadnicze decyzje personalne.
Posłanka PiS przyznała, że złoty musi być chroniony i bezpieczny, a sytuacja gospodarcza w naszym kraju ma być tym, o co powinniśmy najbardziej zabiegać. Przypomniała jednak, że Belka powiedział w środę, że NBP dobrze funkcjonuje. Szydło dodała, że opinię tę potwierdzają wyniki NBP i sam rząd mówiący, iż sytuacja jest stabilna.
Kłopotek: Czeka nas konflikt Belki z rządem
"Wejście do strefy euro to wjazd na autostradę"
Marek Belka po wyborze go na szefa NBP powiedział, że bank centralny oraz polska polityka pieniężna nie potrzebują rewolucji. - Potrzeba dać tylko silny sygnał dla uczestników rynku, że złoty jest stabilny, że polska gospodarka jest stabilna; że istnieje wola współpracy między niezależnym Narodowym Bankiem Polskim a wszystkimi polskimi władzami, czyli rządem, Komisją Nadzoru Finansowego - podkreślił Belka w rozmowie z dziennikarzami
Wczoraj przed komisją finansów publicznych przedstawił swoje poglądy:
- o wejściu do strefy euro: Powinniśmy wejść, ale w sprzyjającym momencie. Aby uniknąć niebezpiecznych skutków niższych stóp procentowych (przegrzanie gospodarki, eksplozja płac, bańki spekulacyjne), gospodarka musi być elastyczna, a wydajność pracy dalej musi rosnąć. Wejście do strefy euro to jak wjazd na autostradę. Można szybciej jechać, ale jak ma się nieodpowiedni samochód, to może się skończyć katastrofą.
- o interwencjach walutowych: NBP realizuje strategię bezpośredniego celu inflacyjnego. Ta polityka zdała egzamin. Jeśli jednocześnie chcielibyśmy utrzymać kurs złotego na jakimś poziomie, to kłóciłoby się to z celem inflacyjnym. Interwencje tak, ale tylko incydentalne, aby zapobiec nadmiernym wahaniom kursu złotego.
- o niezależności NBP i współpracy z rządem: NBP strzeże niezależności, ale to nie oznacza braku współpracy, bądź - co gorsza - wrogości. Niezbędna jest współpraca, jeśli chodzi o stabilność systemu bankowego i politykę kursową.
- o elastycznej linii kredytowej z MFW: Jest potrzebna, ale koszt dostępu do tych środków zwróci się, bo budżet mógłby taniej się zadłużać. Wystarczy, że oprocentowanie obligacji byłoby niższe o 0,01-0,02 proc.
- o zysku NBP: Rząd nie powinien go wyliczać, planować, tylko traktować jak mannę z nieba.
- o dotychczasowej polityce NBP: Była właściwa, udało się ustabilizować inflację i ugruntować oczekiwania inflacyjne na niskim poziomie. Nie trzeba robić rewolucji.
Trudne zadania przed Belką
Minister finansów Jacek Rostowski powiedział w czwartek w Sejmie, że liczy na dobrą współpracę z Narodowym Bankiem Polskim. Dodał, że nowy szef banku centralnego Marek Belka to bardzo profesjonalny ekonomista z wielką wiedzą.
Szef resortu finansów powiedział w czwartek dziennikarzom, że liczy na dobrą współpracę z NBP - "taką, jaka powinna być na zasadzie ustawy o NBP i na zasadzie konstytucji". Jak mówił, chodzi o to, by bank centralny współpracował z rządem, by osiągnąć politykę gospodarczą rządu - "o ile to nie kłóci się z osiągnięciem zasadniczego celu, jakim jest utrzymanie stabilności wartości złotego".
Ekonomiści mają nadzieję, że powołanie Marka Belki na szefa banku centralnego wyciszy konflikty wokół i wewnątrz tej instytucji. - Potrzebne jest mocne wejście silnego prezesa - mówią.
Główny ekonomista BRE Banku Ryszard Petru uważa, że wybór przez Sejm Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego jest bardzo dobrą informacją dla rynku.
- Od kilku miesięcy NBP toczy poważny spór. Rada Polityki Pieniężnej podzielona jest według politycznej linii wyboru, zarząd jest skłócony z większością w RPP, na to nakłada się spór między NBP a resortem finansów. Dlatego potrzebny był prezes, który ucywilizuje te stosunki - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku.
Czy Markowi Belce się to uda? - Belka ma autorytet, jest postrzegany jako niezależny. Pierwsze zadanie, jakie przed nim stoi, to zrobić dobre wrażenie. By otoczenie nabrało pewności, że zagwarantuje on stabilne funkcjonowanie banku centralnego i zapewnienie stabilności cen - wyjaśnia Krzysztof, Rybiński, były wiceprezes NBP.
Zdaniem Rybińskiego prezes powinien na przykład zainicjować takie zmiany w prawie, by wypłacany budżetowi zysk był średnią z ostatnich trzech lat.
Kim jest nowy prezes NBP:
Marka Belka do ubiegłego tygodnia szefował ważnemu departamentowi europejskiemu w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Współtworzył pakiety ratunkowe dla państw pogrążonych w kryzysie. Profesor, minister, premier, wysoki urzędnik międzynarodowy.
Pierwszy raz w rozgrywce o fotel szefa NBP Marek Belka pojawił się już w 2000 r., na liście kandydatów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (ostatecznie powołał na prezesa prof. Leszka Balcerowicza). Belka wypłynął na szerokie wody polityki z lewej strony. Dziś jego kandydatura to gest marszałka Komorowskiego w stronę lewicy, zwłaszcza tej bardziej liberalnej, związanej z Aleksandrem Kwaśniewskim.
Belka przez lata doradzał Kwaśniewskiemu, w międzyczasie był ministrem finansów w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza, a potem Leszka Millera. W tym drugim wytrzymał jedynie niecały rok. Udało mu się wprowadzić podatek od zysków kapitałowych po dziś zwany podatkiem Belki. Dwa lata później, gdy upadł rząd Millera, Kwaśniewski powierzył mu tekę premiera.
Dziś jest mocno rozpoznawalny za granicą. Karierę w międzynarodowych instytucjach zaczął w 2003 r. Był członkiem międzynarodowych władz w Iraku, gdzie odpowiadał za gospodarkę. Krytycy zarzucają mu, że nie udało mu się zapewnić Polsce wymiernych korzyści ekonomicznych.
Od 2006 r. pracował w komisji gospodarczej ONZ ds. Europy, a od początku 2009 r. na arcyważnym stanowisku w Międzynarodowym Funduszu Walutowym - dyrektora departamentu europejskiego. Współodpowiadał za opracowanie pakietów pomocowych dla państw strefy euro. W bezpośrednich kontaktach nie jest wylewny, ale za to potrafi odpowiedzieć ciętą ripostą. Poza "kopaniem się z koniem" zasłynął kilkoma innymi wyznaniami:
- Jenifer Lopez też znam, tylko w innym charakterze - odpowiedział Zygmuntowi Wrzodakowi, gdy ten dopytywał, czy zna Joao Talone, byłego szefa Eureko.
- To jest moja teczka, mam w niej jabłko, które zaraz zjem. Natomiast tamto, to nie jest żadna moja teczka, tylko to jest teczka esbecka, w której gromadzono materiały na mój temat - odpowiadał dziennikarzom na pytania o współpracę z SB. Marek Belka ma 58 lat, żonaty, ma dwoje dzieci. Lubi podróże, zbiera kapelusze.
Gazeta Wyborcza
|